Manifa 2006. Warszawa.
Moj pierwszy raz...
Oj, fajnie bylo, fajnie...
I pogoda przepiekna (choc zimno), i atmosfera wspaniala, i towarzystwo mile ;), i nawet zbukiem od weszpolakow nie dostalam...Niektorzy twierdzili, ze ta moja chec oberwania zbukiem wyraza nostalgie za martyrologia feministyczna...troszke w tym racji jest ;-)...
'Metro' mnie zlapalo, ze wywiad ze mna przeprowadzac beda...i ze zdjecie mi zrobia, aby udowodnic, ze feministki to nie babochlopy..Ja na to, ze pare slow to nawet dla 'Metra' powiedziec moge...bo jak mawiaja znajomi...zawsze mam cos do powiedzenia (czyt. chorobliwe gadulstwo), ale zdjeciami to ja nic udowadniac nie mam zamiaru...A oni, ze bez zdjecia, to nie beda mogli moich slow opublikowac...Nie to nie...skoro bez zdjecia to co powiedzialam, jest gowno warte...(Koniec koncow- dali krotki tendencyjny tekst z informacja o klapie manify w Krakowie...)
Wracajac do manify - tlum kolorowy, radosny, dzieci na barana, herbatka goraca z termosu, znaczki 'Kfuck the duck' . Transparentem wlasnej roboty co chwila milego pana policjanta niechcacy w glowe uderzalam (oczywiscie przepraszajac za kazdym razem serdecznie, bo wiem czym atak na mundurowego grozic moze)...
A weszpolacy..? Gdzies w tle za Sejmem, chcieli z nas obmywac te brudna ideologie, ktorej brudu w pewnym momencie nawet ich megafony nie zniosly i wysiadly...Przyznali (sic!), ze jeszcze jest dla nas ratunek, bo przeciez nie jestesmy takie brzydkie (argument wygladu juz mnie wyraznie nudzi...) Zapraszali do siebie, zeby sie z nami (NAMI?) zabawic...
Na trasie marszu pewne grupki zadaly rownouprawnienia dla ojcow...nie majac pojecia, ze protestujac przeciwko rownosciowej manifie, jednoczesnie protestuja przeciwko wlasnym postulatom...
Po manifie - na dziwny odczyt Pawla Spiewaka z serii "O czym w Polsce się nie mówi, a mówić powinno" sie udalysmy. Sam odczyt nie byl bynajmniej dziwny, ale niektorzy starsi panowie na widowni jak najbardziej: weszli na sale, wyglosili swoje kwestie (nt. glupoty liberalizmu czy bezsensu nazywania Nieznalskiej artystka), i mowiac do siebie - wyszli. Odczyt im sie wyraznie z jakas (JAKA?) manifestacja pomylil...
A Spiewak poruszyl rzeczywiscie - kilka ciekawych dla mnie problemow:
- W Polsce nie mowi sie o pieknie, estetyce, dobrym smaku. Brzydota, bedaca spuscizna komunizmu, otocza nas w kazdej dziedzinie zycia (np. w architekturze - szare blokowiska, domy z daszkiem ala 'czolko debila', czy w jezyk w mass-mediach), nikt jej nie widzi, nikt z tym nic nie robi...
- 'Pakietowe myslenie'. W naszym kraju nie mozna byc soba...media stworzyly prosty swiat i bardzo trudno sie z niego wyplatac. Gdy ktos jest religijny - to musi byc zwolennikiem Radia Maryja, czlowiekiem nietolerancyjnym, o waskich horyzontach...
Nie mozna byc konserwatysta w jednej dziedzinie a liberalem w innej.
- A przeciez kazda dziedzina zycia wymaga odmiennego jezyka i podejscia np. mozliwy jest pelen liberalizm w sztuce, ale pewnien interwencjonizm panstwa w gospodarke...
- I wreszcie - powszechny BRAK dzialania dla sprawy, zjednoczenia sie w dazeniu do osiagniecia jakiegos celu. Istnieje tylko ciagla walka pomiedzy stronami - kto ma racje, kto ma przewage - my czy oni...
Interesujace podejscie do zadanego tematu, ale troche niekonsekwencji w wypowiedziach..chocby twierdzenie, ze przynaleznosc do PO nie ogranicza calkowitej swobody wypowidzi i dzialania...
Mam tez wrazenie, ze Pawel Spiewak zyje w swiecie teorii i filozofii,
jak na posla - brakuje mu propozycji konkretnych rozwiazan...