Dysk przenosny dla mysli nie mieszczacych sie w przeladowanym mozgu...
Kategorie: Wszystkie | Celuloidowo | Linkowisko | Molowo-Ksiazkowo | Nie tylko przy swiecach
RSS
sobota, 15 sierpnia 2009
Amelie Nothomb. Ani z widzenia, ani ze słyszenia.przeł. Joanna Polachowska. Muza. Paris 2007. Ni d'Eve ni d'Adam

[Wiatr Północny rządzi moim życiem i decyzjami...]

Tymczasem wróciłam do Nothomb, zapewne po trosze z uwagi na moją fascynację Dalekim Wschodem, a po trosze - wędrując za potrzebą szczerego pisarstwa. Może nie-wielkiego, ale - pachnącego prawdziwością.

Nothomb pisze o sobie trochę tak, jak i ja widzę świat: z zaskoczeniem. Jakby to wszystko było jakąś grą. Jakąś lekcją. A jej japońskie lekcje są tym bardziej fascynujące, że wynikają ze zderzenia dwóch kultur - z perspektywy geograficnej - Europy z Japonią, ale i tych wewnętrznych - które Nothomb od dziecka nosi w sobie.

Z lektury pozostała mi myśl o ograniczeniach polskiego języka w kwestiach różnych odcieni miłości... Jak nazwać Ai? A jak Koi? ... Pamiętam też smak zmrożonych Kaki zbieranych spod śniegu... Choć w rzeczywistości nigdy tak ich nie jadłam...

Dla miłośników Kraju Kwitnącej Wiśni...

CYTATY:

[staruszkowie] Każde moje słowo, każdy gest wywoływały w nich paroksyzmy śmiechu. Wykrzywiali twarze, klepali wnuczka, a potem mnie po plecach, pili herbatę z mojej filiżanki. [...] W tym kraju, w którym ludzie przez całe życie muszą się twardo trzymać, na progu starości często pękają i pozwalają sobie na najbardziej dziwaczne zachowania, co nie przeszkadza ich rodzinom, zgodnie z tradycją, się nimi opiekować.

Wystawiał japoński artysta, którego nazwisko sumiennie wymazałam z pamięci. Jego obrazy wydały mi się nudne jak flaki z olejem, co nie przeszkadzało widzom kontemplować każdego z dzieł z typowym dla nich zachwycającym respektem i nieskończoną cierpliwością. […] Ten na oko pięćdziesięcioletni mężczyzna był tak odrażający, że trudno mi uwierzyć, że też jest Japończykiem. Podchodziło do niego wiele osób, by mu pogratulować lub nabyć jedno bądź kilka jego dzieł, choć kosztowały krocie, a on mierzył tych ludzi pogardliwym spojrzeniem, najwyraźniej uważając ich za zło konieczne. Nie mogłam się powstrzymać, żeby do niego nie podejść.
- Wybaczy pan, ale nie bardzo rozumiem pańskie malarstwo. Czy mógłby mi pan je objaśnić?
- Nie ma w nim nic do rozumienia, nic do objaśnienia – odparł z niesmakiem. – Trzeba je odczuwać.
- No właśnie, nic nie odczuwam.
- To już pani problem.
[…] Z tego wernisażu wyciągnęłam naukę, z której nigdy nie skorzystam: otóż jeśli któregoś dnia zostanę artystką, nieważne, czy utalentowaną, czy nie, wystawię swoje dzieła w Japonii. […] nawet abstrahując od pieniędzy, jakże piękny musi być dla artysty widok jego dzieł w aż takim skupieniu!

Ja również chodziłam na wykłady i robiłam w miarę możliwości postępy w japońskim. Ale wkrótce zaczęto niechętnie na mnie patrzeć. Za każdym razem, kiedy jakiś detal mnie zaintrygował, podnosiłam rękę. Wielu profesorów prawie dostawało zawału, widząc moje palce znów sterczące w górze. Myślałam, że milkną, żeby mnie dopuścić do głosu, i śmiało zadawałam pytanie, na które udzielano mi dziwnie mało satysfakcjonujących odpowiedzi.
Trwało to do dnia, kiedy jeden z nauczycieli na widok mojego zwyczajowego gestu ryknął ze straszliwym gniewem:
- Dosyć!
[…] Po wykładzie podeszłam do nauczyciela, żeby go przeprosić, a zwłaszcza dowiedzieć się, jakiej dopuściłam się zbrodni.
- Sensei nie zadaje się pytań! – warknął nauczyciel.
- Tak, ale jeśli się nie rozumie?
- Rozumie się!

- Opowiedz mi o Japonkach.
[…] – Nie potrafię ci tego wytłumaczyć. Denerwują mnie. Nie są sobą.
- Może ja też nie jestem sobą.
- Jesteś. Istniejesz, patrzysz. One przez cały czas tylko się zastanawiają, czy się podobają. Myślą tylko o sobie. […] Ja i moi koledzy czujemy się tak, jakbyśmy byli dla tych dziewczyn lustrami. […]
Przy chłopaku są okropnie pruderyjne. A potem idą i opowiadają o wszystkim swoim przyjaciółkom.
- Europejki robią to samo.
- Czemu tak mówisz?
- Żeby bronić Japonek. Bycie Japonką musi być trudne.[…]

[…] – Kiedy miałem pięć lat, tak samo jak inne dzieci zdawałem testy, żeby się dostać do jednej z najlepszych podstawówek. Gdybym je zdał, mógłbym w przyszłości pójść na jeden z najlepszych uniwersytetów. Już jako pięciolatek o tym wiedziałem. Ale nie zdałem.
Zauważyłam, że drży.
- Rodzice nic nie powiedzieli. Byli rozczarowani. […]
W wieku pięciu lat dowiedziałem się, że jestem dość inteligentny.
- Nieprawda, w wieku pięciu lat dowiedziałeś się, że nie zaliczyłeś.
- Czułem, że mój ojciec myśli: „To bez znaczenia. Jest moim synem, zajmie moje miejsce.” Ogarnął mnie wtedy wstyd, który czuję do dziś.
[…] Ringi z tego wybrnął, bo był synem swojego ojca; miejsce bólu zajął u niego wstyd. Ale inni, zawaliwszy testy, już od najmłodszych lat wiedzieli, że w najlepszym przypadku zostaną mięsem korporacyjnym […]. I jak tu się dziwić, że tylu japońskich nastolatków popełnia samobójstwo.

Dla moich uczuć do tego chłopca brakowało nazwy we współczesnym języku francuskim, ale nie w japońskim, w którym oddawał je termin koi. Koi można przetłumaczyć jako upodobanie. Czułam do niego upodobanie. Był moim koibito, tym, z którym dzieliłam koi; upodobałam sobie jego towarzystwo.
We współczesnym japońskim wszystkie młode, żyjące bez ślubu pary określają swojego partnera koibito. Głęboko zakorzeniona pruderia wyklucza słowo miłość. […] Koi było eleganckie, rozrywkowe, zabawne, cywilizowane. Jednym z uroków koi było parodiowanie miłości: przejmowało z niej niektóre zachowania, nie po to , by cokolwiek ujawniać, tylko z beztroskiej zabawy.[…]
Podejrzewam, że wiedział, że darzę go koi, a nie ai –słowo to jest tak piękne, że czasami żałowałam, że go nie używam […]. Te dwa słowa, koi i ai, nie różnią się stopniem intensywności; one są z istoty swej nie do pogodzenia. Czy zakochujemy się w kimś, kogo sobie upodobaliśmy? To niemożliwe. Zakochujemy się w tych, których nie znosimy, w tych, którzy reprezentują dla nas nieznośne niebezpieczeństwo.

Kiedy wygłaszał jakąś bzdurę, zwykłam błyskotliwie rzucać:
- Nani o shaimasu ka?
Co tłumaczy się – czy raczej nie tłumaczy, gdyż nikt oprócz Japończyka nie posłużyłby się tak arystokratycznym sformułowaniem, najlepszy dowód, że sami Japończycy już go nie używają – jako „Co ośmielasz się w czcigodności swej powiedzieć?” […]
Pewnego wieczoru, kiedy jego rodzice zaprosili mnie do betonowego pałacu na kolację, zapragnęłam ich olśnić. Kiedy tylko Ringi powiedział coś zaskakującego, zapytałam głośno tak, żeby mnie wszyscy usłyszeli:
- Nani o shaimasu ka?
[…] Madame, odczekawszy, aż z powrotem zapanuje spokój, rzekła z uśmiechem: - Po co zadajesz sobie tyle trudu, by wypaść dystyngowanie, skoro z tak ekspresyjną twarzą nigdy nie będziesz damą?

Chodząc ulicami tego prowincjonalnego miasta, rozmyślałam o japońskiej godności, znajdującej tu właśnie najbardziej przejmującą ilustrację. Nic, ale to nic, nie przypominało o męczeństwie miasta. Mam wrażenie, że w każdym innym kraju monstrualność zasięgu takiej zbrodni byłaby eksploatowana do upadłego. Kapitał krzywd, narodowy skarb tak wielu narodów, w Hiroszimie nie istniał.

- A co właściwie Japończycy myślą o papieżu?
Zwykle, kiedy zadałam mu pytanie, zastanawiał się, zanim na nie odpowiedział. Tym razy nie zastanawiając się ani sekundy, odparł:
- Nic.
Zostało to powiedziane głosem tak beznamiętnym, że się roześmiałam. W jego zdecydowanym tonie nie było cienia zuchwałości, jedynie zwykłe stwierdzenie faktu. Od tego czasu, ilekroć zdarza mi się zobaczyć papieża w telewizji, myślę: „Oto człowiek, na temat którego sto dwadzieścia milionów Japończyków nic nie myśli” […].

W filmach nie było żadnej pruderii, najbardziej ostre kawałki leciały na ekranie bez żadnych ostrzeżeń ani białych kwadracików; Japończycy nie są świętoszkami. Jednak kiedy pojawiała się naga kobieta, jej włosy łonowe zasłaniała chmurka; seks nie był problemem, ale owłosienie przeszkadzało. […]
Zabrałam na ten [ Ben Hur] film Rinriego. […] Jedna ze scen przedstawia narodziny Jezusa i nadprzyrodzoną światłość na niebie, która sprowadza Trzech Króli. Z tyłu usłyszałam jak jakaś zachwycona rodzina krzyczy: ”UFO! UFO!”

19:26, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
I jeszcze trochę cytatów z Graff...

[redefinicja patriotyzmu] Nie zostawiajmy flagi narodowej ogolonym na łyso homofobom. Jeśli chcemy się upomnieć o prawa kobiet i mniejszości, to musimy je wpisać w nową formułę polskiego patriotyzmu. Jesteśmy tu u siebie.

[inny język feminizmu?] Prawdziwa równość szans wymaga zaakceptowania faktu, że ludzie są różni – mają różne potrzeby, startują z rozmaitych pozycji i tak dalej. Zastrzeżenia te są zasadne, ale mają sens jedynie w sytuacji, gdy można założyć, iż wszystkich obowiązuje pewne liberalne minimum. Tylko bowiem w przestrzeni publicznej, gdzie takie minimum obowiązuje, można dyskutować nad wizją obywatelstwa, która wyjdzie poza neutralność i otworzy się na różnice. Feministyczne analizy pojęcia obywatelstwa starają się je – a także rzeczywistość polityczną, do której się odnosi – modyfikować i poszerzać, owo liberalne minimum przyjmując za pewnik. Rzecz jednak w tym, że pewnik ten pozostaje w Polsce poza naszym zasięgiem. Dlatego warto się zastanowić, czy polski feminizm, jeśli ma być dyskursem nośnym, nie powinien szukać innego języka, innego systemu odniesień niż liberalny, indywidualistyczny i uniwersalistyczny.

[retoryka PIS] Powiecie, że matka to kobieta? Niby tak, ale jednak nie całkiem. Matka to kobieta w jednej tylko roli, kobieta oddana wyłącznie rodzinie. Matka nie myśli o pieniądzach, samorealizacji, powrocie do pracy czy przyszłej emeryturze. Myśli tylko o dziecku. [...] Retoryka, w której kobieta występuje wyłącznie jako matka, a dziecko jest zawsze z matką w zestawie, wypiera z naszej świadomości po pierwsze – inne aspiracje kobiet, po drugie – obowiązki i prawa ojców, po trzecie – rolę państwa w budowaniu systemu opieki nad dziećmi i dbaniu o równość płci. Co tam przedszkola, co tam żłobki, co tam wyrównywanie praw i szans, skoro mamy takie cudowne mamy.
Ale nawet ta uwznioślona wirtualna matka – ustępuje w retoryce PIS-u bytowi wyższego rzędu – rodzinie. [...] Nawet rodzina jest jednak podrzędna wobec jeszcze większej całości – narodu.

[nakaz heroizmu] Nie istnieje i nie może istnieć zapis prawny, który NAKAZYWAŁBY matce oddanie nerki swojemu choremu dziecku. Nawet wtedy, gdy ona straci tylko zdrowie, a dziecko bez nerki straci żucie. Możemy się dziwić, że kobieta wybierze własne zdrowie, możemy ja moralnie potępiać, ale nie możemy jej prawnie nakazać, aby oddała część swego ciała drugiej, nawet najukochańszej osobie. Prawo nie może nakazać heroizmu.
[...] Tymczasem serio proponuje się zapis w Konstytucji nakazujący kobiecie poświęcenie życia dla płodu. Po porodzie kobieta ma prawo do integralności swojego ciała, do podmiotowego człowieczeństwa, do zachowania zdrowia kosztem dziecka. Ale ma nie mieć takiego prawa, gdy w grę wchodzi płód [...]. Innymi słowy, kobieta w ciąży – i tylko ona – traci prawa obywatelskie. O co tu chodzi? O życie? Bynajmniej, chodzi o ubezwłasnowolnienie kobiet, które zachodząc w ciążę, stają się w chorej wyobraźni nacjonalisty własnością narodu.

[...] Prawica uwielbia słowa „heroizm” i „poświęcenie”. Prawica jest do heroizmu gotowa. Kobiety mają rodzić i wychowywać dzieci z chorobami genetycznymi – poseł Kotlinowski zaciśnie zęby i zniesie to po męsku. Kobiety mają rodzić dzieci pochodzące z gwałtu. Cóż, trudno – poseł Bosak jako Polak katolik i to potrafi zdzierżyć. Kobiety mają rodzić wówczas, gdy zagraża to ich życiu i zdrowiu; mają ryzykować utratę wzroku albo po prostu umierać bez pomocy lekarskiej, Nie będzie to łatwe, ale przecież poseł Wierzejski wytrzyma także i to.

[ ...] Mam wrażenie, że w Unii ideologom IV RP podobają się tylko pieniądze, a cała reszta kojarzy im się z postkomuną. Niech nam Unia da fundusze strukturalne i dopłaty dla rolników – książki kształtujące postawy obywatelskie napiszemy sobie sami. A jeśli dziecko wróci ze szkoły zatroskane o los wielorybów, nędzę w krajach Trzeciego Świata, wyzysk w supermarketach albo, nie daj Boże, o los lesbijek, to tatuś konserwatysta wybije mu te głupstwa z głowy.

[czym jest patriotyzm?] Istnieje bowiem zasadnicza różnica między patriotyzmem i nacjonalizmem. Miłość do własnego kraju nie jest sprzeczna ani z otwartością na świat, ani ze sprzeciwem wobec zachowań plemiennych własnego narodu, takich jak rasizm, ani nawet z pacyfizmem i niechęcią do popisów militarnych w rodzaju defilady z 15 sierpnia 2007 roku. Dodajmy, że patriotyzm nie musi się też wiązać z „tożsamością narodową” rozumianą w kategoriach wspólnoty krwi, a nawet kultury. Istnieją formy patriotyzmu oparte na obywatelskości, a w Kanadzie, Australii czy USA świetnie się miewa patriotyzm wielokulturowy – głębokie przywiązanie ludzi o rozmaitych rodowodach etnicznych do pewnego projektu polityczny.

[przepowiednia] Dziś sama pokuszę się o przepowiednię. Za dwa lata zapomnimy o refundacji [do in vitro] , za trzy – ulicami Warszawy przejdzie Marsz Życia domagający się prawnego zakazu „in vitro”. Zakaz zastanie wprowadzony. Na badania i zabiegi będzie się jeździć za granicę i będzie na to stać tylko ludzi bardzo zamożnych. A za lat dziesięć? Na lekcjach religii zacznie się piętnować pochodzące z in vitro dzieci jako poczęte w sprzeczności z prawem natruralnym. Nie dotknie to jednak wielu – wszak probówkowe pochodzenie będzie się przed dziećmi skrzętnie ukrywać. [...] Redaktorzy poważnych gazet będą zapewniać, że temat jest nieważny, bo żyjemy w normalnym i nowoczesnym kraju, a państwo zawarło z Kościołem „rozumny kompromis”. Tak to mniej więcej będzie, jeśli teraz damy się uciszyć i zastraszyć.

21:23, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 kwietnia 2008
Żubr występuje w puszczy, a kobieta - tylko i wyłącznie w rodzinie

Agnieszka Graff : 'Rykoszetem. Rzecz o płci, Seksualności i Narodzie'. WAB 2008

Po lekturze „Świata bez kobiet” przed kilku laty, z utęsknieniem wyczekiwałam na kolejną książkę Agnieszki Graff. Trochę to trwało, ale doczekałam się...

W „Rykoszetem” Graff nawiązuje do „Świata...” głównie w drugiej części książki pt.‘Ostra neuroza’, tymczasem pierwsza część - poświecona jest problematyce mniejszości, głównie seksualnych.

Autorka niby psycholożka sadza Polskę na kozetce i przeprowadza jej psychoanalizę. Zabieg - fascynujący i odświeżający ten nieco zatęchły i monotonny ton polskiego dyskursu „o tych sprawach”. Jest to analiza wnikliwa i błyskotliwa – i choć nie wszystkie argumenty muszą przekonywać - warto się z nią zapoznać.

Graff nawiązuje głównie do dwuletniej kadencji PIS-u i ówczesnych „pomysłów” na moralną rewolucję. Niestety tematyka ta, nie traci na ważności i w obecnej sytuacji politycznej...stan lękowy przetrwał bowiem śmierć IV RP i zagościł na dobre w umyśle zbiorowym Polaków, co rusz odbijając się czkawką...

Główną tezą książki zdaje się być stwierdzenie, że w dyskusjach o aborcji, in vitro, prawach homoseksualistów, wcale nie chodzi de facto ani o kobiety, ani o gejów. Chodzi o symbol „substancji narodowej”- jak to ujmuje autorka. Rozwijając tę tezę, Graff podejmuje ciekawy temat pojmowania patriotyzmu po polsku, polemizuje z ugruntowanym skostniałym rozumieniem tego pojęcia, które niewątpliwie ociera się o nacjonalizm...i nawołuje do odebrania prawa wyłączności na patriotyzm ogolonym na łyso narodowcom.

Najbardziej fascynujący wydał mi się argument, powtarzany przez Graff za Ewą Thomson - wyjaśniający pewne trudne do wytłumaczenia zachowania Polaków - o postkolonialnej mentalności naszego narodu... Z pewnością, w miarę możliwości, podążę za tym niezwykle intrygującym wątkiem...

Drugi ciekawy temat - to analiza zestawienia: „gej czyli Żyd”, tak często używanego zarówno przez obrońców praw mniejszości seksualnych w celu zawstydzenia homofobów, jak i przez ruchy neofaszystowskie – nawołujące w ten brutalny sposób do likwidacji homoseksualizmu.
Zawstydzenie poprzez porównanie homofobii do antysemityzmu nie przynosi jednak rezultatów w kraju gdzie przyzwolenie na antysemityzm jest powszechne zarówno w kręgach akademickich, jak i w kościelnych.
Co więcej – takie przyrównanie powoduje, że dyskusja o prawach homoseksualistów zamienia się w dyskusję o „polskość” ,... a i dyskusja o antysemityzmie się rozmywa...

Naprawdę warto.

CYTATY

[ ciało kobiet – nośnikiem tożsamości narodowej] Francuscy muzułmanie , którzy każą swoim córkom nosić „tradycyjne” chusty, niechętnie przyznają, ze ich matki i babki często ich nie nosiły. Zwyczaj nakrywania głowy w społeczeństwach muzułmańskich ma bogatą i zmienną historię; ani nie jest prastary, ani nie jest twardym wymogiem religii. Znaczenie ma tu jednak historia wyobrażona: rzekomo odwieczny i historyczne niezmienny strój kobiecy stał się istotnym symbolem zbiorowej tożsamości w warunkach konfliktu kulturowego.

[tu chodzi o „honor narodu”] Twierdzę, że w polskich sporach na temat aborcji i praw gejów nie chodzi o aborcje i gejów. Tak jak w debacie o in vitro nie chodzi o in vitro.[...] Spór, który z pozoru dotyczy obyczajów, moralności oraz tego, kiedy zaczyna się „życie”, to w istocie gra o władzę symboliczną, o prawo do definiowania zbiorowej tożsamości. Tu chodzi o „naród” – ten sam który zastąpił nam w mowie publicznej „społeczeństwo” i sprawił, że słowo „obywatelstwo” powoli wychodzi z użycia. Chodzi o „honor narodu”, o „przyszłość narodu”, o „narodową substancję”. I tak się jakoś dziwnie składa, że wobec braku innych wrogów, wrogami „narodu” stają się właśnie zwolennicy praw kobiet i mniejszości seksualnych.

[Skąd się bierze homofobia?] Nacjonalizm produkuje zatem i utrwala zarówno specyficzne wzorce kobiecości, jak i męskości: kobiety zostają obarczone obowiązkiem dźwigania, przekazywania i ucieleśnienia tożsamości narodu, mężczyzn zaś ustawia się w roli obrońców owych nosicielek polskości. W męską role wpisywane jest jednak istotne napięcie: rola obrońców wymaga tworzenia spójnej, walecznej męskiej grupy (wspólnoty homospołecznej), której funkcjonowanie opiera się na ścisłej więzi, z drugiej strony jednak więzi towarzyszy ścisły zakaz intymności pomiędzy mężczyznami. Napięcie to rozładowuje się, projektując homoerotyzm na zewnątrz, przypisując go obcym.

[kondycja postkolonialna] W wizji, do której przywykliśmy, Polska [...] jest „spóźniona” względem Zachodu, bo kilkadziesiąt lat zmarnowaliśmy w komunistycznej „zamrażarce”, ale pozostaje w istocie krajem „zachodnim”, czyli liberalnym. W paradygmacie postkolonialnym podkreśla się natomiast ciążenie historii, uwikłanie tożsamości narodowej w kompleksy, resentymenty i lęki wynikające z dziesiątków lat pozbawienia niepodległości (chodzi tu zarówno o rozbiory, jak i o dominację sowiecką).
Do zmiany paradygmatu nawołuje między innymi [...] slawistka Ewa Thomoson.[...] W oczach Thompson do współczesnych przejawów postkolonializmu należy [...] także wtórność polskiego życia intelektualnego i skłonność liberalnych elit do odcinania się od „ciemnogrodu” oraz ostentacyjnego „wstydzenia się za Polskę”.

[Gej czyli Żyd] [...] myślenie analogią to ślepy zaułek w sensie strategicznym. Sprawia bowiem, że ruch mniejszości seksualnych okazuje się stroną w sporze o „polskość”. Zamiast formułować wyraziste, konkretne cele i postulaty związane ze specyfiką życiowej sytuacji lesbijek i gejów w Polsce, ruch ten stał się w ostatnich latach po prostu ruchem antynacjonalistycznym. Dzięki temu zyskał sojuszników – ale stracił na skuteczności. Można dziś uczestniczyć w demonstracjach w obronie praw mniejszości seksualnych po to, by zademonstrować, że ... nie jest się antysemitą.

[...] zgrabna, i w jakimś stopniu prawdziwa formuła „gej zastąpił Żyda” powoduje, że zapominamy o antysemityzmie, który się w homofobię NIE zamienił. Odsuwamy go – przedwcześnie – w przeszłość. Nie wiem, czy w Polsce istnieje ryzyko „zawłaszczenia” przez mniejszości seksualne cierpienia Żydów. Zbyt łatwo jednak zakładamy, że antysemityzm w Polsce jest przerobioną lekcją, do której można się odwołać, nauczając tolerancji wobec mniejszości seksualnych. Istotna dla historii amerykańskiego feminizmu analogia „kobieta, czyli Murzyn” [...] była też skuteczna dlatego właśnie, że nikt okropieństw tej historii nie negował. Tymczasem antysemickie kalki funkcjonują u nas nawet w obiegu akademickim – kogo więc właściwie zawstydzamy, porównując homofobię do antysemityzmu?

13:27, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 marca 2008
Bóg jest zawsze głodny...

Aglaja Veteranyi : Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze.
(Warum das Kind in der Polenta kocht)
1999 Tłum. z niem.: Alicja Rosenau. Czarne.


Aglaja Veterayi poraża swoim sposobem patrzenia na Świat. Oczami dziecka.
Na Świat, z którego dorośli zgotowali mu mamałygę.

Wyobraźnia staje się ratunkiem, balsamem na zbolałą duszę dziewczynki.

Ucieczka wraz z rodzicami z Rumunii do "Raju" zagranicy miała być wyzwoleniem, możliwością wzbogacenia się i nadzieją na normalne życie. Tymczasm staje się dla tej Małej, wychowanej w rodzinie cyrkowców, pasmem udręki.

Życie w ciągłym strachu o udany występ matki. I dorastanie pod jej neurotycznym, skrzywionym okiem.
O ojcu - nie warto nawet wspominać... 

Samotność.
Niepewność.
Zdrada.
Brak oparcia w kimkolwiek.
Bezduszność szwajcarskiego systemu edukacyjnego.
Balanowanie na granicy szaleństwa.

I co chwila sięganie po lekarstwo wyobraźni, która niby łagodny filtr przekłada "nieznośne" na "ciekawe". "Straszne" na "zapomniane" lub "niezrozumiałe"...Bo tylko wtedy można jakoś zyć...

Czy Veteranyi pisała o sobie?
W jakim stopniu?
Czy ta przepiękna powieść pozwala zrozumieć, co doprowadziło ją na skraj przepaści i pchnęło w dół?

CYTATY

[zazdość o Boga] Mężczyźni w ogóle mniej wierzą w Boga niż kobiety i dzieci, to przez konkurencję. Mój tata nie chce, żeby Bóg był też moim ojcem.

[skąd się biorą dzieci?] Zanim kobieta zajdzie w ciążę, czuje wielkie pragnienie i pije tyle wody, aż z tej wody powstanie dziecko.
Kiedy dziecko daje znak, u matki wszystko na dole zamyka się, żeby dziecko nie wypadło z brzucha.
W brzuchu jest jak w domu, z łóżkiem i wanną z gorącą wodą.
Dziecko je to, co matka posyła na dół.
Wszystko, co potrafi matka, dziecko też potrafi, tylko nie zajść w ciążę.

[jak krew] Ludzie szukają szczęścia, jak nasza krew serca. Kiedy do serca krew wcale nie dopływa, człowiek usycha, mówi mój tata.
Zagranica to serce. A my to krew.

[czym jest śmierć?] JESTEŚMY O WIELE DŁUŻEJ MARTWI NIŻ ŻYWI, DLATEGO JAKO UMARLI POTRZEBUJEMY DUŻO WIĘCEJ SZCZĘŚCIA.
Być martwym to jak spać.
Kładziesz ciało, ale nie do łóżka, tylko do ziemi.
Potem musisz wytłumaczyć Bogu, dlaczego wolisz być martwy, a nie żywy.
A jeśli go nie przekonasz, wymazuje ci mózg, i musisz zaczynać życie znowu od początku.

[dowód na istenienie Boga] NIE MA WĄTPLIWOŚCI, ŻE BÓG ISTNIEJE, BO PRAWIE WSZYSCY CYRKOWCY, NASI RODACY CZY TEŻ OBCY, ŻEGNAJĄ SIĘ PRZED WYSTĘPEM. JAKI MIAŁOBY TO SENS BEZ BOGA?

[dziecko w mamałydze v.1]Gdy mama wisi za włosy pod kopułą cyrku, moja siostra opowiada BAJKĘ O DZIECKU GOTUJĄCYM SIĘ W MAMAŁYDZE, żeby mnie uspokoić.
Kiedy sobie wyobrażę, jak dziecko gotuje się w mamałydze, i jak strasznie to musi boleć, wtedy nie będę myślała, że moja mama może spaść, mówi siostra.

[dziecko w mamałydze v.2] Babcia gotuje i mówi do dziecka: pilnuj mamałygi i zamieszaj ją łyżką, ja wychodzę przynieść drewna.

Kiedy babcia wychodzi, mamałyga mówi do dziecka: jestem taka samotna, nie pobawisz się ze mną?
I dziecko wchodzi do garnka.
ALBO

[dziecko w mamałydze v.3 = czyli czemu idziemy do nieba?] Kiedy dziecko umarło, Bóg ugotował je w mamałydze.
Bóg jest kucharzem, mieszka w ziemi i zjada umarłych.
Swoimi ogromnymi zębami może rozgryźć wszystkie trumny.[...]
W każdym nowym mieście wygrzebuję dołek w ziemi przed naszym wozem cyrkowym, wkładam do środka rękę, a potem głowę i słucham, jak Bóg  pod ziemią oddycha i przeżuwa. Czasami chcę się do niego całkiem przekopać, ale boję się, że mnie ugryzie.
BÓG JEST ZAWSZE GŁODNY.[...]
Ludzie boją się Boga, dlatego idą do nieba. Jest tam specjalny wydział dla cyrkowców, którzy potrafią fruwać.
JEZUS CHRYSTUS TEŻ JEST CYRKOWCEM.

[lodowa demokracja] Gdybym tylko wiedziała, co demokracja z nami zrobi, nigdy bym nie wyjeżdżała z domu!, mówi moja mama. Jedziemy do raju, mówi twój ojciec.
Co to za raj!
Tutaj psy są ważniejsze niż ludzie! Kiedy piszę do mojej rodziny, że w sklepach półki są pełne żarcia dla psów, to oni myślą, że zwariowałam.
Tutaj wszyscy mają gorącą wodę w łazience i lodówkę w sercu!

[brak zrozumienia] Między mną a mamą powietrze jest pełne dziur.

LINKI
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,2760345.html

22:44, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 lutego 2008
Nasze siostry - syreny...

<>Elaine Morgan (walij.).Pochodzenie kobiety ("The Descent of Woman"). 1972.
Tłum. z ang.: Małgorzata Danicka-Kosut. Wyd.: Anadiomene



Dlaczego chodzimy w pozycji wyprostowanej? ( Czy aby dlatego byśmy jako łowcy mogli szybciej biegać za zwierzyną? Ale przecież na 4 łapach jest szybciej? I co z wiecznie brzemiennymi kobietami?) Dlaczego nie mamy sierści? (Aby ciało łowcy mogło się chłodzić? Po co wobec tego wytworzył on podskórną ocieplającą warstwę tłuszczu?)
Skąd się u nas wzięły łzy ...i mechanizm obniżania ciśnienia krwi podczas nurkowania? Jak zaczęliśmy posługiwać się mową? Po co kobiecie piersi? I dlaczego kobiecy orgazm jest tak skomplikowany? Dlaczego mamy skłonności do tycia? Po co nam spiczasty nos?

Elaine Morgan w swej świetnej książce z 1972 - właśnie wydanej po polsku :) - wskrzesza teorię biologa Alistera Hardy'ego, twierdzącą, że homo sapiens ewoluował w środowisku wodnym, i rozwija ją.

Teoria 'małpy wodnej' zaciekawiła mnie niezmiernie, rozsmakowała mnie w sobie, rozpaliła wyobraźnię - jakby wiele, dotąd nielogicznych kawałeczków rzeczywistości, w mgnieniu oka ułożyło się w logiczną całość...

Co więcej - Morgan spojrzała na ewolucję człowieka nie tylko ze strony morza, ale również - z punktu widzenia kobiety; o której naukowcy zdawali się dotąd zapominać. Choć pisarka uważała się za feministkę, nietrudno zrozumieć gromy jakie spadły na nią ze strony ówczesnych środowisk kobiecych, ot, wystarczy przeczytać rozdział o kobiecym orgazmie...

Czytając poszczególne rozdziały, kiwałam głową ze zrozumieniem - tak, to ma sens; bądź też śmiałam się w głos - ach ta uszczypliwa ironia, ten rodzaj brytyjskiego humoru...

Fascynująca pozycja – dla wszystkich ludzi myślących, zastanawiających się nad pytaniem: skąd przychodzimy?

CYTATY:

["fakt powszechnie uznany"] Obecnie jest to, jak Jane Austen powiedziała o czymś zupełnie innym, "fakt powszechnie uznany", że kobiety mogą doświadczyć orgazmu i doświadczają go. Najwyraźniej musi być coś naprawdę szczególnie nietypowego w tym procesie fizjologicznym, inaczej nie byłoby potrzeby zaczynać takim stwierdzeniem. Nikt nie uważa za specjalnie konieczne, by nalegać: "Każdy szanujący się biolog przyznaje dzisiaj, że kobiety ziewają". 

[piękny i basta] Mandryl [...] siada prosto i pokazuje samicy wzwiedziony penis permanentnie podświetlony jaskrawą czerwienią i podkreślony łatami żywego błękitu na mosznie, ona zaś uznaje widok za fascynujący.
Dla wielu nieludzkich naczelnych samic fallus jest pięknym widokiem. [...] De facto u każdego gatunku naczelnych, tam, gdzie ważny jest wygląd, to jest walor samca - podobnie jak u ptaków. To paw samiec i lirogon samiec mają najwspanialsze ogony.[...] Samiec nosacza chwali się imperialnym nosem, który urósł ponad i poza granice zdrowego rozsądku. Samice tych wszystkich gatunków to stosunkowo nieefektowne stworzenia, których rolą jest gapić się i podziwiać. Nawet hominidy - przynajmniej niektóre z nich - zaczęły drogę w tę samą stronę, hodując wspaniałe brody. Ale w jakimś punkcie, dla jakiejś przyczyny, jedynie u homo sapiens te role rozmyły się, a dzisiaj mamy tendencję zakładać, że samica naszego gatunku jest bardziej do tego, żeby się nią gapić, niż żeby to ona się gapiła.
Mimo milionów lat rozwiewanych złudzeń mężczyzna nie stracił całkiem przekonania, że jak mandryl posiada nieodparcie piękną seksualną wypustkę, nawet bez kolorów podstawowych. Sam ją podziwia; jeśli jest dość duża, podziwiają ją jego kumple w szatni. Mała wątpliwość wkradła się jednak do jego umysłu. Dzisiaj, kiedy mężczyźni spekulują na temat reakcji kobiet na ekspozycje a la mandryl, dostają totalnej schizofrenii.

[beztroskie ojcostwo] W wielu społecznościach zwierzęcych ojciec gra większą rolę niż jedynie genetyczną i bardzo często nie możemy odgraniczyć wyraźną linią czynników, które dyktują ten typ zachowania. Niektóre determinanty są jednak łatwe do zauważenia. Są to wszystko gatunki, których młode są niezdolne zadbać o siebie samodzielnie, jak niemowlęta, pisklęta czy wilcze szczenięta. Ale to nie wystarczy [...]. Wszystko to są gatunki, u których młode są karmione w jednym miejscu - jakimś gnieździe, kryjówce czy na skalnej półce, do których rodzic musi wrócić. To się wydaje czynnikiem istotnym [...]. Ale nawet tego nie dosyć, ponieważ kocięta i niedźwiadki też są bezbronne w gawrach, jednak Kocur i Tata Miś [...] trzymają się swoich beztroskich kawalerskich obyczajów.
Wygląda na to, że tata jest przywoływany jedynie jako ostatnia deska ratunku, kiedy z takiego czy innego powodu opieka nad młodymi jest zbyt wymagająca, żeby jedno z rodziców radziło sobie z tym samo.

[monogamia a wyzwolenie samic] Być może musimy zrobić jeszcze jedną poprawkę, zanim system monogamiczny zacznie gładko pracować.[...] U kilku z tych [monogamicznych] gatunków zwykła relacja dominacji między samcem i samicą jest zupełnie nieobecna. [...] Może oczywiście być czystym zbiegiem okoliczności to, że monogamia w świecie ssaków tak często jest znajdowana w połączeniu z pewnym stopniem wyzwolenia samic. Być może zwyczaj monogamii zerodował tę samczą dominację, która kiedyś istniała. [...] Albo jeszcze może być tak, że pewna miara równości płci przyszła najpierw i jest niezbędnym preludium do prawdziwego sukcesu pair-bonding wśród ssaków. Jeśli tak, to przed nami długa droga, ponieważ zaabsorbowanie ludzkiego samca dominacją przetrwało wszystkie jego ewolucyjne perypetie na morzu i lądzie.

[obrońca gniazda?] A po co jest ta cała agresja? Istnieje popularne przekonanie, że samce są bardziej agresywne i wyposażone w imponującą broń w takim celu, żeby mogły chronić swoich najbliższych przed strasznymi niebezpieczeństwami, które ich otaczają.[...]  Samcza broń i samcza agresja służą dominacji, nie ochronie. Tam, gdzie broń jest przeznaczona do użycia przeciw innym gatunkom, tam jest zasadniczo wydawana obu płciom bez rozróżnienia, jak szpony orła, jad węża czy zęby wilka.[...] im bardziej imponująca różnica między samcem a samicą, tym mniej prawdopodobne jest, że przewaga fizyczna samca ma cokolwiek do czynienia czy to z ochroną, czy to z polowaniem.

[ polityka czyli gdzie jest lampart ] Albowiem najbardziej niepokojącą rzeczą w samczej więzi naczelnych jest to, że to, że działa ona tylko wtedy, gdy nadchodzi lampart. O ile jest przyjemna dla całej zgrai, to jest przyjemna zwłaszcza dla przywódcy - który wie, że zbliżanie się lamparta jest sygnałem dla wszystkich rywali, by zaprzestać wyzwań; dla niesfornych podwładnych, by stanąć w szeregu, dla całej siły stada, żeby podporządkować się jego woli. Samiec alfa pawiana czuje to zawrotne uczucie tylko wtedy, kiedy zbliża się prawdziwy wróg, ale wystarczająco pomysłowy alfa homo sapiens może sobie wynaleźć  własnego lamparta. [...] Cały biznes polityczno-rządowy, tak jak jest prowadzony przez mężczyzn, zawisł na zadaniu zidentyfikowania lub wymyślenia lamparta, który zjednoczy możliwie największą liczbę mężczyzn w możliwie najsilniejszą więź.
W czasie wojny jest to łatwe: mają po swojej stronie terytorialność i lamparta, a drugi szczep lub drugi naród konstytuuje lamparta.[...] A kiedy więź słabnie [w okresach między wojnami], wprowadzają tygrysa szablozębnego: Papistowski Spisek, Międzynarodowe Żydostwo, Żółtą Zarazę, Bolszewicką Konspirację, Kapitalistyczne Sługusy. To dziwny sposób prowadzenia społeczeństwa, ale w taki sposób mężczyźni są zbudowani, i to jest psychologiczny mechanizm, który napędza większość systemów politycznych.[...]
Nikt z umysłem takim jak ona [kobieta] nie nadaje się do rządzenia krajem. A nawet, gdyby było prawdą, że ona bardziej nadaje się do rządzenia krajem w przytomny sposób niż dowolny z osobników halucynujących o lampartach, to można spokojnie założyć, że w tak skonstruowanym systemie ona w życiu nie dostanie szansy, by spróbować. Stwierdzi, że cała struktura jest zaprojektowana dla innego typu umysłu, podobnie jak pisuar zaprojektowany jest dla innego typu ciała. Te kobiety polityczki, które osiągnęły sukces, ujrzały już światło i lamparta - inaczej nie trafiłyby tam, gdzie trafiły.

[podział "ról"][...] antropolodzy badający kultury rozmaitych plemion nie znaleźli prawie żadnego zajęcia, które nie byłoby tu czy tam uważane za "kobiecą pracę", a gdzieś indziej za "męską pracę" - czy to garncarstwo, czy tkactwo, czy rolnictwo, gotowanie czy nawet opieka nad dziećmi. Jedynym wyjątkiem jest zabijanie ludzi.[...] Wojna jest funkcją męskiej więzi.

[zawód - matka] Nie sugeruję, że taka kontrybucja [wychowywanie dzieci przez kobietę] uczyniona społeczeństwu powinna być koniecznie wyceniona i zapłacona. Ale fakt, że zawód żony i matki nie jest ekonomicznie wyceniony - i jest to całkowity wyjątek między zawodami pod tym względem - miał daleko idące konsekwencje.
Pomyślcie chwilę o mężczyźnie, który idzie do biura. Płacą mu za to, co robi, więc poświęca się wiele uwagi temu, jak i gdzie to robi.[...] Kiedy wraca do domu, uważa - całkiem  zrozumiale - że weźmie się za znój zakupów i gotowania, i sprzątania w czasie, kiedy jego żona była w domu przez cały czas i nie miała nic do roboty poza pilnowaniem dziecka.[...]
Dla kontrastu, praca wychowywania dzieci - zawód równie niezbędny dla gospodarki - pozostał efektywnie i prawie całkowicie produkcją chałupniczą. Przypuśćmy, że on zostałby w domu, w mieszkaniu, ze swoim biurkiem i telefonem, a jego żona wychodziłaby o godz. 8 rano "do pracy" - polegającej na wychowywaniu dziecka. Przyjeżdżałaby do centrum, gdzie [...] stworzono kilka akrów powierzchni z piaskownicami, placami zabaw i brodzikami [...]. Mogłaby wtedy zacząć czuć, że jej praca jest równie ważna , jak jego [...].Gdyby miała spokojny umysł, by skoncentrować się na tej pracy, mogłaby nawet na powrót odkryć, że jest ona zacznie bardziej przyjemna niż większość prac [...].

[3 przykazania] Jeśli nie stawiamy na nienawiść, to na co powinniśmy stawiać?
Dwa lub trzy cele wydają się jasne. Po pierwsze, jak dla każdej eks-podległej populacji, większy szacunek własny.[...]
Po drugie, ekonomiczna niezależność. Aż do chwili, gdy każda kobieta poczuje się pewna, że może w potrzebie polegać na sobie, nigdy całkiem nie wytrzebimy męskiego podejrzenia, że kiedy mówimy :"Chcę miłości. Chcę stałego związku", to naprawdę mówimy: "[...] Chcę żebyś pracował i zarabiał na mnie przez resztę mojego życia". [...] Jeśli mężczyzna chce żony, która zostanie w domu i wychowa jego dzieci, i znajdzie kobietę, która chce robić właśnie to, to w porządku - o ile tylko przystanął, by się upewnić, że to jest to, co ona chce robić i pamięta, że [...] to kosztuje pieniądze. I jeżeli ona przystanęła, by zadać sobie pytanie: "Najpierw wychowam nasze dzieci - a potem co?"
Po trzecie, pewność, że nie będzie się miało więcej dzieci, niż się chce, i żadnego jeśli się nie chce żadnego. To jest kluczowe nie tylko dla kobiet, ale dla każdego, ponieważ każda ludzka istota powinna mieć niezbywalne prawo do tego, nie urodzić się matce, która jej nie chce.

[pigułka a geny] Omawiano rozmaite możliwe wpływy pigułki antykoncepcyjnej na społeczeństwo, relacje seksualne, ilość urodzeń, i tak dalej. Było zaskakująco mało dyskusji na temat jej możliwych efektów genetycznych [...]. Reprodukcja nadal będzie miała miejsce, jak miała miejsce od czasów dinozaurów i wcześniej, jako wynik procesu naturalnej selekcji. Tylko, że pigułka dołoży do procesu dwa niezwykle istotne regulatory. Jedna z konsekwencji to to, że ewolucyjne efekty naturalnej selekcji mogą zostać niezmiernie przyśpieszone w pewnych kierunkach. Druga, że nieco inne typy istot ludzkich będą "selekcjonowane" na rodziców następnego pokolenia.

23:13, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (6) »
sobota, 24 listopada 2007
Kieszenie wyobraźni...

Michal Ajvaz (czes.) Powrót starego warana (w: Inne miasto).
Tłum.: Leszek Engelking. Pogranicze 2005


Jestem zauroczona prozą Ajvaza... może nawet w większym stopniu niż jego poezją.  Zauroczona - jego stylem przypominającym odrobinę styl Arrabala czy Borgesa..., tym humorem i autoironią, wywołującą u mnie wybuchy histerycznego śmiechu..., tą umiejętnością przeplatania wyobraźni z rzeczywistością..., tą niczym nieograniczoną zabawą absurdem...

Świat Ajvaza przepełniają mity przeszłości, stwory o mokrych nosach czy wielkich pyskach, ciąle jakieś COŚ za kimś chodzi (czy może pełza), ktoś nie może się od TEGO CZEGOŚ uwolnić...

Tu - to co zaskakujące - nie budzi zaskoczenia; obszary szarej codzinności odsłaniają swe nowe ekscytujące oblicza; równoległe wymiary zachodzą na siebie; ten sam temat, motyw odradza się w innej postaci w kolejnym życiu, w nowej opowieści...

Obsesje, manie, dziwactwa, zabawy tekstem...

Ach, jak chciałabym tak patrzeć, tyle widzieć i tak pisać. Jak on - potrafić przystrajać głęboką mądrość w lekkie piórka błyskotliwych opowiadań...

Moje odkrycie roku. Polecam!

CYTATY:

[kieszeniologia] Kieszenie to obszary, które nie chcą się nam poddać, w kieszeniach ubranie zachowuje swe mroczne Fuer-sich-sein, kieszenie są rezerwuarem cudownych spotkań i objawień, sprawiają, że nasze ubranie wchodzi w osobliwe związki z piramidą niszową w El Tajin, są sekretnymi zatokami naszej przestrzeni, w których ugrzęzłe tam rzeczy nabierają niepokojących i demonicznych znaczeń.[...] Rzecz, ukryta na dnie kieszeni, przemienia się, jady kieszenne i ślina zwierząt, które tam żyją i które rzeczy oblizują, powoli trawią ochronną łupinę potocznego bezproblemowego sensu[...]. Kieszenie naszych ubrań są jednym z najciekawszych terenów badań archeologicznych; trzeba będzie stworzyć nową dyscyplinę nauki, zajmującą się kieszeniami [...].

[wnętrza toreb] Dlaczego stale nosimy w torbach i teczkach akcesoria zatajanych nocnych bojów, kryształki zakrzepłej trucizny w pudełeczkach wysłanych czerwonym aksamitem, głowę Meduzy Gorgany, języki, wycięte z paszczy smoka, mumię skrzata, kompromitującą korespondencję po sumeryjsku, dlaczego tachamy ze sobą straszne bebechy przeszłości, chociaż się ich boimy, chociaż budzą w nas obrzydzenie i chociaż wiemy, że bezlitosna mojra chce, żeby nam to gdzieś w restauracji, kawiarni lub w trakcie wizyty wypadło na stół?

[objawienie kontra racjonalizm] To beznadziejne; kiedy staram się współpracować z objawieniem w ten sposób, że wychodzę ku niemu od drugiej strony, poprzez racjonalne rozważania, konstrukcje rozumu w końcu zakrywają światło i odciągają mnie od niego, gdy zaś wyłączam rozum i tylko biernie czekam, aż światło samo ułoży się w jakąś wiadomość, objawienie znika, bo nie styka się z niczym, czego mogłoby się chwycić.

[słoń]Kiedy idziemy razem ulicą, ludzie często się ze mnie śmieją i wołają, że mam psa z trąbą. [...] Gdyby tak był obyczaj hodować powszechnie słonie, pękliby jak nic ze śmiechu, widząc mnie chodzącego na spacer z wilczurem, i pokrzykiwaliby na niego, pytając, gdziez to zgubił trąbę. Ludzie często bywają wspaniali i potrafią zachować się nie do wiary ofiarnie, ale ci sami ludzie nie są skłonni okazać odrobiny tolerancji wobec trąby.

[niedźwiadek] Stale targam ze sobą w plecaku niedźwiadka.[...] Dawno doszedłem do wniosku, że powinienem zdjąć plecak z niedźwiadkiem, zwłaszcza że nie mogę już sobie przypomnieć, czemu właściwie zacząłem go nosić; poza tym niedźwiadek wcale się do mnie nie przywiązał, żyje w swoim świecie, bez przerwy coś do siebie mruczy, a ja nic go nie obchodzę. Trudno jednak nagle zmienić coś, co człowiek robi przez całe życie, wymaga to chyba znacznie większej odwagi niż bohaterski czyn w obliczu nieoczekiwanego niebezpieczeństwa.

[początek na końcu] To, co tryska jako pierwsze, nie bywa zwykle prawdziwym wyrazem głębi, źródło zanieczyszczają na ogół warstwy, przez które się przebiło. Trzeba je długo, powoli i cierpliwie oczyszczać. Trzeba dostać się do początku, początek kryje w sobie tajemnicę i sens wszystkich cząstek całości, która się zeń rozwinęła. Ale prawdziwy początek, jak powiada Hegel, znajduje się na końcu.

[własny (?) pogląd] Czytając jakieś dzieło literackie, zawsze zazdrościłem autorowi nie tyle talentu, pięknego stylu czy głębi myśli, ile posiadania jakichś poglądów, o których w dodatku najwyraźniej był przekonany, że są to jego poglądy. Ciągle zdumiewa mnie też, że ludzie noszą ze sobą swoje poglądy jak jakieś walizki, a kiedy ich o coś spytacie, zaraz którąś z walizek otwierają i zaczynają wyciągać jej zawartość. To dla mnie niepojęte. Ja sam żadnych poglądów w pełnym znaczeniu tego słowa nigdy nie miałem i nie mam ich do dziś.[...] były czasy, gdy byłem łowcą poglądów. Wciąż byłem w pogotowiu, czatowałem na wypadek, gdyby jakiś pogląd jednak się pojawił. Od czasu do czasu istotnie się pojawiał; wtedy natychmiast rzucałem się na niego, łapałem go i wgryzałem się weń, [...] w domu obracałem go na wszystkie strony, obwąchiwałem, rozciągałem, wykręcałem i splatałem z niego dzieło literackie.
Po chwili nieuchronnie pojawiały się wątpliwości: Czy to aby naprawdę mój pogląd? [...]" Uwaga - mówiłem sobie - zdaje się, że niańczysz kukułcze pisklę".[...] Badałem więc, czy moim poglądem nie jest raczej przeciwieństwo tamtego - i proszę przeciwieństwo mi się podoba,wręcz mnie zachwyca, to mój pogląd, na pewno. Rzucałem się wręcz na owo przeciwieństwo, obrabiałem je [...] a po pewnym czasie wszystko się powtarzało, także przeciwieństwo zaczynało wydawać mi się obce i wstrętne, brzydziłem się go dotykać i myśleć o nim.[...]

[nic] Jak zwykle czakałem, aż pojawi się jakiś pogląd, a tu ciągle nic. Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl: a gdyby tak obejrzeć sobie trochę to "nic"? [...] I pierwszy raz w życiu zacząłem się wpatrywać w nic?[...] Czy nic rzeczywiście jest niczym?  Jakże mało uwagi zwracamy na nic. [...]"nic" jest dla nas strefą mroku za granicami owego "czegoś". Ale czy ta pomijana strefa istonie jest pustką? Czy w tych niedostrzegalnych zakątkach istnienia, na tylnych podwzgórzach egzystencji nie spotykamy się aby ze zdumiewająco barwnym życiem, podczas gdy "coś" jest tylko jego obumarłą skorupą, z życiem, które w pulsowaniu swych sił kryje tajemnicę "czegoś", tak dokumentnie zapomnianą, że nawet jej już nie szukamy?

23:27, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (5) »
czwartek, 08 listopada 2007
Ajvaz - moja miłość...

Ach, cóż to za odkrycie...
Na początek coś-niecoś ze zbiorku: "Morderstwo w hotelu Intercontinental"...

[ Syrakuzy ]
[...]Idee żyją tylko krótką chwilę po swych urodzinach
potem umierają (a nikt tego nawet nie dostrzega).
Konserwowane myśli nie są zbyt smaczne.
Ciekawsze są kiełki, zarodki, idei [...]
Nieważne jest przetrwanie idei.
Ważny jest prąd,
W którym się krystalizują
Jak kompozycje z lodu na gałęziach krzaków,
pochylających się nad zimowym potokiem.
Ten prąd stale nas niesie
i przepływa przez krainy teraźniejszości.[...]

[Bar Smakosz]
[...] Powiedziałem: ”Widzę to tak: Wschód zachował pełnię bytu,
za cenę rezygnacji z kształtu. Zachód tworzy kształt,
ale zna go tylko w zewnętrznej postaci,
która jest negacją pełni bytu [...].
Myślę, że powstanie światowej wioski, którego świadkami jesteśmy
Musi być nade wszystko postulatem syntezy,
Która by zachowała wolę kształtu,
W ten jednak sposób, że odbudowałaby ją
jako kształt wewnętrzny, urzeczywistniany samymi siłami bytu,
zachowując nie tylko pełnię bytu, lecz również sam sens kształtowania”[...]
„W chińskich porcelanowych dzbankach na herbatę – powiedział drugi -
ukryte są węże, które w nocy nucą
przeciągłą, smutną melodię, budzą nas ze snu.
Myślę, że jeszcze nie pora na syntezę”[...]

[Rzeka podziemna]
[...] Jeśli nie nauczymy się słuchać tekstu pustej kartki,
To chyba nie zrozumiemy też sensu słów wydrukowanych.
Sens słów chłonie soki całości, co rozpościera się
Aż do puszczy i aż do brzegu. Ocean jest blisko.
Kiedy znajdziecie się na końcu wersu,
Porzućcie głupi nawyk wracania na początek kolejnej liniji.
Idźcie dalej, przekroczcie nareszcie granice.[...]

[Aleja Paryska]
[...]Podróż często zaczyna się dopiero wtedy,
Kiedy po długoletniej walce wyzbyty nadziei człowiek
godzi się z porażką i wypuszcza z rąk wiosła.
czuje drżenie prądów, o których zapomniał,
delikatny nacisk, łaskę przepływu.[...]
Zbliżysz się do celu nawet wówczas, gdy odpoczniesz w spokojnej zatoczce,
z zamkniętymi oczami słuchając krzyków wodnego ptactwa.[...]

23:44, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 października 2007
Dwa zdania dziennie też złożą się w końcu na książkę

Nicole Müller. Bo to jest w miłości najstraszniejsze.
/Denn das ist das Schreckliche an der Liebe/
1992. (szwajc.) Tłum.: Alicja Buras. Posł.: Maria Janion



Bettina von Arnim "Pisarz, który nie miał kobiet, który nigdy ich nie dotykał, a może nawet nie przeczytał nigdy książki, ani wiersza napisanego przez kobietę, myli się, jeśli sądzi, że jest pisarzem z prawdziwego zdarzenia. Nie można być intelektualnym autorytetem - choćby tylko dla sobie równych - jeśli się nie ma pojęcia o rzeczach tak podstawowych."
[Duras o Barthes'ie. Za Posłowiem Marii Janion]


sobota, 13 października 2007

Nowoerotyka...

Inga Iwasiów. Smaki i dotyki.

2006. Świat Książki. Seria: nowa proza polska

Inga Iwasiów. Ze strony:http://www.studencka.pl/artykuly.php?AID=140 Ok, przyznaję - opowiadania Ingi Iwasiów nie odebrały mi tchu, nie snuły się za mną przez wiele dni nie pozwalając skupić się na czymkolwiek innym;
ale JEDNAK - pozostawiły po sobie przyjemny posmak w pamięci...
Może to niezbyt wiele...
Mimo wszystko zachęcam do lektury...

Iwasiów oferuje nową jakość pisania o zmysłowości. Jej proza to świat smaków i dotyków odbierany przez kobiety, różne kobiety - młode i dojrzałe, businesswomen i prostytutki, kobiety spełnione i nieszczęśliwe.
To świat smaków i dotyków - nie tylko tych "rozkosznych", ale często też tych budzących wtręt i odrazę...
Świat opisany nieopisaniem, nienazwaniem, niby wiadomo..., a przecież brak w nim jednoznaczności...

I te niezwykle przenikliwe wątki/opowiadania o alkoholiczkach i miłości-les... Doskonałe.

Chyba wiem, co, pomimo niedociągnięć tej prozy, tak mnie ku niej popycha -
to zapewne te "moje", prywatne myśli i odczucia, odnajdywane to tu, to tam na kartach tego zbiorku;
to ta namacalność każdego słowa...

wtorek, 25 września 2007

Wyższy poziom intymności

Anne Fadiman. Ex libris. Wyznania czytelnika.
/Ex libris: Confessions of a Common Reader/ .1998 (USA).

Tłum.: Hanna Pustuła, Paweł Piasecki. Świat Literacki
Ex libris. Przykład

Oto zbiór esejów o wielkiej miłości Anne Fadiman.
O książkach.
O wszystkich możliwych aspektach "książkowatości":
smucpaginach i dedykacjach,
frontyspisach i przypisach,
domowych biblioteczkach i antykwariatach,
sposobach czytania książek i zabawy nimi,
oślich rogach i zapiskach na marginesach...

Urocza, ciepła, błyskotliwa. Fadiman zgrabnie wyraża słowami to, co dotąd nienazwane w czytalniczej manii;
to, co według mnie, łączy wszystke mole książkowe...i sprawia , że mól do mola ciągnie... :)
Dla nich to, o nich to opowieść...

I jeszcze to sprytne nawiązanie do Woolf i jej "Common Reader'a", i to mądre kobiece spojrzenie...

Rozkosz dla podniebienia. Istne food for thought...

niedziela, 11 lutego 2007

Błogosławieństwo sekularyzacji...

Ścieżki wolności.
Z Tadeuszem Bartosiem rozmawia Krzysztof Bielawski. 2007

Wyd.:Homini/Księgarnia św. Jacka

Kiedyś brałam udział w dyskusji: "Kobieta - Papież", o roli kobiety w kościele katolickim (ze względu na wystawiany w teatrze Studio monodram 'Amerykańska papieżyca'). Zafascynował mnie wówczas jeden z gości - dominikanin Tadeusz Bartoś - swoją wolną myślą, mądrością, widzeniem przede wszystkim człowieka. Głównie to on stał na stanowisku, że nie ma żadnych przeciwwskazań (w biblii, w nauce Jezusa), by kobieta była księdzem/ ksieni, że to tradycja i tylko tradycja jest winna, że obecny stan uwłacza ludzkiej godności. W porównaniu z wypowiedziami Bartosia, słowa aktorki (pominę jej nazwisko milczeniem) grającej papieżycę (o macicy i wynikającej z jej posiadania powołaniu kobiety), zabrzmiały żenująco...
Zresztą nie tylko na mnie Bartoś zrobił wrażenie - któraś z kobiet z widowni wstała i powiedziała, że gdyby tylko kiedyś zrzucił habit, to ona jest zainteresowana...

Kilka dni temu Tadeusz Bartoś zrzucił habit.

Po wspaniałej książce-wywiadzie z Obirkiem i świetnej, lecz bardzo bolesnej z ks. Musiałem (coś o niej napiszę, ale chcę przeczytać ją raz jeszcze), kolejna książka-rozmowa z moim ulubionym duchownym-niepokornym. Znamienne, że głosy kościoła katolickiego, które cenię, z którymi podjęłabym rozmowę, to ludzie, którzy z tej instytucji odchodzą, byli przez nią w ten czy inny sposób 'strofowani', potępiani, żeby nie rzec - tępieni...

Bartoś stoi na straży wolności jednostki, indywidualnego przeżywania duchowości. Krytykuje rytuał bez pokrycia w czynieniu dobra, postuluje odejście w kościele od dominującej roli hierarchii i dyscypliny, na rzecz wywyższenia wartości własnego sumienia, demokratyzacji, polifonii opinii. Przede wszystkim człowiek - potem instytucja, obrzędy.

Ten wywiad-rzeka to wspaniałe, głębokie świadectwo wiary człowieka; człowieka, który jednak poddał się. Dlaczego? Czyżby uświadomił sobie, że jest błędnym rycerzem? Że znikąd nie ma dlań poparcia, a panowanie Obłudy jest niepodzielne? Czy sprawa Wilegusa zaważyła na jego decyzji? Czy naciski mające na celu podporządkowanie się 'medialnego niepokornego' okazały się zbyt natarczywe?

Książka wiele mówi o Bartosiu i jego teologicznym spojrzeniu. Ale czy pozwala zrozumieć decyzję o odejściu...

CYTATY

[wiara bez jednostki] Nauka Kościoła to nauka Jezusa i trzeba ją przekazywać w duchu Jezusa. A to oznacza pierwszeństwo jednostki przed grupą.[...]Nie ma wiary bez człowieka wierzącego.[...]Ten osobisty wymiar jest fundamentalny. Tylko w ramach takiego indywidualnego doświadczenia człowiek może iść rzeczywiście drogą Kościoła. Jeśli odchodzi od własnego doświadczenia i mówi, że jest reprezentantem Kościoła, że chce myśleć i czuć to, co mówi Kościół, wtedy z wiary czyni ideologię-światopogląd-wiedzę. A stąd już niedaleko do bałwochwalstwa.

[poród własnej myśli] Są to niekiedy długotrwałe i bolesne porody: rodzenie się własnej myśli, własnego spojrzenia. Rzecz w tym, by budować własny wewnętrzny świat. Tylko to jest ciekawe i ważne. Tylko to pozwala na dialog, spotkanie. Wtedy też można zaprosić kogoś do siebie, bo jest się u siebie, we własnym duchowym domu. Wtedy też można być zaproszonym do świata drugiego człowieka. A nawet w nim zamieszkać.

[rytualizacja] Istnieje swego rodzaju duchowa pułapka: jeśli jestem pobożny, chodzę do kościoła, dzieci wychowuję religijnie, spełniam rytuały, to wszystko mi wolno, z definicji stoję po słusznej stronie, to zaś dyspensuje mnie od przyzwoitości, zwykłego człowieczeństwa. Może zwłaszcza w zakonnych da się odczuć tego rodzaju presję. Nieważne, co robisz, nieważne, kim jesteś, jakie relacje budujesz z innymi, ważne jest tylko: być na czas ma publicznych modłach zakonnaych. Rytuał pełni funkcję magiczną: rozwiązuje całość problemu bycia człowiekiem, i to rozwiązuje z góry. To lepsze niż narkotyk.

[religia jak kibitka] Zamiast więc wydawanych z góry instrukcji, zasady religii powinny być przekazywane w formie rady, propozycji, zachęty[...] pytania - budzącego do myślenia. Ostatecznie takie rzeczy jak droga człowieka do Boga zakładają ludzką wolność i do niej muszą się ciągle odwoływać. Bez wolności mamy nie tyle drogę do Boga, ile raczej kibitkę.

[dyscyplina] Dyscyplina to narzędzie zbyt prymitywne, by mogło wyrazić bogactwo międzyludzkich relacji. Nie wystarcza ona, by wychować człowieka. Wychowanie potrzebuje nie tyle podporządkowania, ile zaangażowania. Wie o tym dobry pedagog [...].Wie o tym także każdy dobry przedsiębiorca. Posłuszeństwo i dyscyplina nie mogą być jedynym czy fundamentalnym wyrazem postawy religijnej.[...] Tymczasem tradycyjnie głównym wyrazem religijnego zaangażowania duchownego były i są śluby i przysięgi. I to pomimo słów Jezusa, który mówił - nie dla żartu przecież - by wcale nie przysięgać.

[prawda] każda instytucja ma skłonność do przejmowania kontroli nad prawdą. Jeśli bowiem w jakikolwiek sposób zapewniamy sobie nieomylność, zapewniamy sobie tym samym niepodzielną władzę.[...] jestem przekonany, że tam, gdzie pojawia się walka o władzę, tam prawdy już nie ma. Jest ona uciekinierką z pola bitwy o kontrolę nad ludźmi.[...] Nigdy nie będzie na usługach prywatnych interesów, ludzkich gier, pochodów, walk. Nie sposób zniewolić prawdy.

[ćwiczenie sumienia] Myślenie kodeksowo-instruktażowe [...] ma także tę wadę, że zabija ludzką osobistą wrażliwość, pozbawia człowieka własnego wyczucia, co jest przyzwoite, co nie. Dostarczając gotowego całościowego rozwiązania, unieruchamia sumienie. Człowiek, który się temu poddaje, przystaje do poglądu etycznego na zasadzie grupowej identyfikacji, a nie osobistego zrozumienia zła czy dobra.[...] Tymczasem nie rozwijana, osobista wrażliwość sumienia - gaśnie, niknie.[...] Pozbawiony etycznej wrażliwości osobnik w każdej nowej sytuacji, kiedy to zmuszony jest do spontanicznej reakcji, łatwo zachowuje się nieetycznie. Trzeba więc ćwiczyć sumienie na co dzień.

[stereotyp] Gdy próbujemy wziąć los pojedynczego człowieka w szablon, wtedy go poniżamy, czynimy przedmiotem.

[wartość dyskusji] dyskusja ma wartość, jeśli postrzegana jest jako chęć zrozumienia stanowiska przeciwnego, a nie pokonania przeciwnika.[...] otwarta debata jest fundamentem: jest krwioobiegiem żywej społeczności. Gdy ona zanika, społeczność obumiera, staje się autorytarna, zachowania zaś sztuczne, myśl martwa.




01:28, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (5) »
środa, 07 lutego 2007


Zmyślenie prawdziwe

Mariusz Szczygieł. Gottland.2006
Czarne. Seria: Reportaż

Pomnik Stalina. Praga Po Smoleńskim i jego "Izrealu..." nie pozostało mi już nic innego, niż zachłanne rzucenie się na kolejna książkę z serii: Reportaż. Zresztą zachętom wokół nie było końca, gdzie nie zajrzałam - same ochy i achy. I ja się przyłączę: "Ach!"

Szczygieł zaskakuje, odkrywa nieznane lądy, rozwiewa mgły ignorancji. Mówi o naszych sąsiadach: Czechach, ale mówi tak, jak się mówi o kulturach odległych o tysiące kilometrów. Fascynująco!
Bo to, co wiemy, o naszej południowej Zagranicy, to często tylko stereotypowe opakowanie, ułatwiające wrzucenie całości do odpowiedniej szufladki... Gott, Szwejk, Vondrackova, II Wojna Światowa...

Szczygieł dokopuje się do wnętrza, do istoty, często zapomnianej, skrywanej(?) przez samych Czechów... Próbuje zrozumieć - mentalność małego narodu, pozornie tylko uchwyconą w postaci dobrego wojaka (niechęć do "bohaterszczyzny", przede wszystkim przetrwać), w rzeczywistości jednak - o wiele bardziej złożoną.

Z reportażu na reportaż wyłaniają się coraz to nowe oblicza Czech...

I pewnie już nigdy więcej nie wejdę ot tak sobie do sklepu Bata z myślami skoncentrowanymi wyłącznie na nowych kozaczkach. Nigdy tak po prostu nie posłucham starej dobrej Heleny, bez wspomnienia Marty. Ani piosenki o pszczółce Mai bez wizji Gottlandu.
Pewnie nie spojrzę też na piękno wzgórza nad Wełtawą, bez myśli o historii pomnika Stalina, którego "nigdy" przecież tam nie było, a który jednak - ciągle tam stoi...

Koniecznie!

LINKI
[1] Recenzja na "aktualne.cz". Polecam :)
[2] Strona Mariusza Szczygła.

CYTATY
[...] rzeczywistosci nie mozna ulegać, należy ją zawsze umiejętnie wykorzystać do swoich celów.

[a więc to stąd!] Dwaj wysłannicy Baty lecą sprawdzić możliwości sprzedaży w północnej Afryce. Przysyłają do Zlina dwa odmienne telegramy. Pierwszy z nich pisze: "Tutaj nikt nie nosi butów. Żadnej możliwości zbytu. Wracam do domu." Drugi telegrafuje: "Wszyscy są bosi. Ogromne możliwości zbytu, przyślijcie buty jak najprędzej".

[Big Bata is watching] Brytyjski pisarz Orwell dopiero za jedenaście lat ogłosi drukiem zasady życia pod okiem Wielkiego Brata, ale Jan [Bata] wyprzedza światową literaturę. Wpada na pomysł, aby stworzyć coś, czego jeszcze nie było: ruchome, śledzące pracowników biuro. Swoją kancelarię umieszcza w przeszklonej windzie, która sunie wzdłuż wieżowca. [...] Kancelaria zatrzymuje się na przykład na piętrze trzynastym, ściana budynku odsuwa się na bok i ze swojej ruchomej sali tronowej Jan Antonin Bata widzi pracujących ludzi.

[kobieta - zwierzę domowe] Richard Walter Darre, teoretyk hodowli świń mianowany nazistowskim ministrem zdrowia, tłumaczył dążenia kobiet do emancypacji zaburzeniami funkcjonowania gruczołów płciowych. Uważał, że kobieta to raczej marzycielsko-przeżuwające zwierzę domowe. [...] Goebbels wyjaśniał, że naziści odsuwają kobiety od życia publicznego, aby przywrócić im godność.

[z dedykacją...] z listu Woltera do Helwecjusza: "Nie zgadzam się z tym, co pan mówi, ale do śmierci będę bronił prawa, aby mógł pan to swobodnie mówić." - To wspaniałe zdanie - powidział partyjny pisarz kolegom - jest podstawową zasadą etyczną nowoczesnej kultury. Kto chce wrócić do czasów sprzed tej zasady, cofa się do średniowiecza. (Był to Milan Kundera).

[wolność obłędu] Uświadomiłam sobie, że szpital dla psychicznie chorych jest w Czechoslowacji jedynym normalnym miejscem, bo wszyscy mogą tam bezkarnie mówić, co naprawdę myślą.

[strach głębszy] dlaczego ludzie zachowują się tak, jak się zachowują? - spytał Havel pierwszego sekretarza komitetu centralnego w 1975 roku.[...] Sam odpowidział [...] na swoje pytanie "Pcha ich do tego strach".
Jednak nie strach w rozumieniu potocznym: "Większość ludzi, jakich zdarza się nam widywać, nie trzęsie się ze strachu jak osika - sprawiają raczej wrażenie zadowolonych i pewnych siebie."
Havlovi chodziło o strach w sensie głębszym. "O bardziej lub mniej świadomy udział w zbiorowej świadomości trwałego i wszechobecnego zagrożenia"; "o powolne przyzwyczajenie się do tego zagrożenia"; "o coraz bardziej uważane za oczywistość opanowywanie różnych form dopasowywania się, jako jedynego skutecznego sposobu samoobrony".

[Kafka wiecznie żywy] kafkarna to jest coś, o czym wszyscy wiedzą, ale wiedzą też, że nic nie da się z tym zrobić. Przede wszystkim nie trzeba się temu dziwić. Raczej trzeba to zaakceptować.
-Ale co?
-To jest coś podświadomego w myślach ludzi. Jak będzie pani tu trochę mieszkać, to na pewno samo się pani rozjaśni nagle powie pani: "Aha,kafkarna!".
[...]"To jest coś bardzo głupiego, ale musi być." "Na pewno myli to pani ze svejkarną, a i to źle, bo nie ma takiego słowa. Jest za to svejkovina, czyli zachowywanie się jak Szwejk. Tylko to jest coś zupełnie innego niż kafkarna".
Zauważyła, że ludzie w Czechosłowacji często porównują coś konkretnego z czymś, o czym mówią, że w ogóle nie istnieje albo, że tego w ogóle nie znają.




23:29, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 stycznia 2007


Infelix amor


Paweł Huelle. Castorp.2004
Słowo/obraz terytoria. Seria: Pasaże

Ze świetnej stony o starym Gdańsku:http://sabaoth.infoserve.pl/danzig-online/index2.htmlNajmniej udana, z przeze mnie poznanych, powieść Huelle'go .
I kolejna z serii zabawa literacka. Teraz z Mann'em i jego Czarodziejską Górą. Niestety: fabuła rwąca się, przeciekająca przez palce, wątki porozpoczynane i nigdy nie podjęte... Przypomina mi w tym swoim niedoszlifowaniu Esther Chwina. Jakby w obu przypadkach miłość do Gdańska i miłość do kobiety nie mogły ze sobą współistnieć. I ta druga była z góry skazana na literackie niepowodzenie.

Jest początek XX wieku. Główny bohater - Hans Castorp - przybywa do nieco prowincjonalnego miasta Gdańska w celu podjęcia studiów na Wydziale Okrętów na dopiero co otwartej Politechnice. Jednak i jego osoba rozmywa się, a może zlewa, z magnetyzującym charakterem Gdańska. Jakby miasto pochłaniało przybysza i "urabiało" pod swoje dyktando. Wschodnia melancholia...
"Pruskie wartości" Castorpa, w zderzeniu z nieoczekiwanymi wydarzeniami, w które, nie do końca świadomie, wkracza Castorp po zejściu z pokładu statku, rozsypują się jak domek z kart. Przecież w zaplanowanym życiu młodego Niemca z Hamburga nie było punktu pt. miłość do nieznajomej pięknej Polki. Powstaje próżnia. Depresja. Zagubienie.
Castorp, przy delikatnej pomocy ucznia (a jakże) Charcota - doktora Ankewitz'a, budzi się jednak z odrętwienia, buduje swój świat na nowo, i to chyba z korzyścią dla siebie; stopniowo dorasta...
Taka więc mini-Bildungsroman.

Co jeszcze? Trochę zachwytów filozoficznych, szczególnie nad Schopenhauer'em i pracą Izaaka Danciger'a. Wiele uwypuklonej niechęci na linii: Niemcy-Kaszubi/Polacy, Polacy-Rosjanie...
Ale przede wszystkim przemożna , odczuwalna w każdnym zdaniu miłość do przedwojennego Gdańska...
I to chyba głównie miłośnikom tego miasta można tę książkę polecić.

LINKI
[1]Świetna strona o starym Gdańsku. Polecam!

CYTATY
[kloaka Europy] Niech państwo sobie wyobrażą, któregoś dnia do Amsterdamu zawija armada obcych, indiańskich albo chińskich statków. Mają pancerze nie do przebicia i armaty, przy których nasze pukawki wyglądają jak proce. Każą nam wielbić swojego Boga, zabijają naszego króla, gwałcą kobiety, a mężczyzn pędzą do kopalni lub na plantacje. Syfilis, ospa, angina, tania wódka i opium dopełnią reszty. Potem ich kaznodzieja każe nam podziękować za opiekę, dzięki której znaleźliśmy się w rodzinie cywilizacji i kultury. [...] To jest dokładnie to, co czują dziś Indianie, Azjaci, Czarni. Nadejdzie jeszcze taki moment, że przyjdą do nas po rachunek. Zaprawdę, powiadam państwu, nie ma większej kloaki niż nasza chrześcijańska Europa.




22:31, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (8) »
wtorek, 09 stycznia 2007


Grzeczna dziewczynka. Jej wartość przewyższa perły.

Lavanya Sankaran.
Czerwony dywan. Opowieści z Bangalore
/The Red Carpet. Bangalore Stories/.2006 (ind.)

Przeł. Katarzyna Komorowska. PIW.Seria: Spojrzenia

Lavanya Sankaran Bardzo ciekawy żeński głos współczesnych Indii. Może literacko nie najlepszy, lecz poznawczo wyśmienity.
Oto osiem opowiadań połączonych miejscem akcji - Bangalore, czy raczej Bengalooru (właściwa nazwa, do której powrócono dopiero po 60-latach niepodległości). Dolina Krzemowa Indii, miasto jeszcze do niedawna zagubione gdzieś na obrzeżach Karantaki, obecnie - stolica przemysłu komputerowego.
I dwie twarze Indii, dwie kultury ścierające się w jego centrum: tradycyjna indyjska, z obyczajem regulującym rytm ludzkiego życia, ze szczerą pobożnością, ale i często bezrefleksyjnym przywiązaniem do tradycji, oraz "nowoczesna", "amerykanofilska"...

Co jest wytworem takiego zderzenia? Niezwykły mix, niespotykane połączenia starego z nowym. Lecz często też przygnębienie, zwątpienie, niezrozumienie międzypokoleniowe, mieszanina dumy i pogardy dla własnej tradycji...

O tym wszystkim opowiada pisarka i finansistka w jednym, ale przecież po lekturze i takie zestawienia już nie dziwią...

Polecam, chyba jednak tylko zainteresowanym fenomenem Indii...

CYTATY
[duma i uprzedzenia] Nigdy nie moglam zrozumiec tej dziwnej zagadki. Badzcie dumne ze swojego kraju[Indii], mowili nam. Demokracja. Republika. Niepodleglosc. Badzcie dumne z angielskich tradycji swojej szkoly. Pamiętajcie o wielkosci niezyjacych juz Hindusow: Mahatmy Gandhiego, Akbara, Asioki, Czandra-gupty, jedzcie, używając widelca, a nie palców. Nie, dziewczyny, my nie nazywamy tego buntem sipajów, dla nas jest to jest Pierwsza Wojna o Niepodległość, a co by było, gdyby królowa angielska zobaczyla, jak się okropnie garbisz?

[powinność rodziców] [...] dziewczynki muszą być Grzeczne. To łączyło się ściśle z ich wyobrażeniem, do czego każdy jest przeznaczony.
Jak Chłopcy Będą Chłopcami
a Dziewczynki Muszą Być Grzeczne.
Wiązało się to przede wszystkim ze ściskaniem kolan i zachowywaniem czystego umysłu. Czystego, czyli dziewiczego. Dziewczynki musiały być niewinne, nieskalane dotykiem męskiego (lub chłopięcego) grabieżcy, przynajmniej dopóki rodzice nie wykonali swojej powinności - doprowadzenia córki bez skazy do małżeńskiego łoża. Jej wartość przewyższa perły.

["szególna cecha wrodzona"] Pani Srinivasan nie może się powstrzymać od zadawania sobie w myśli pytań: cóż jest złego w prowadzeniu domu? Kobiety powinny się tym zajmować, niezależnie, czy robią karierę czy nie. To jest dla nich szczególna cecha wrodzona, związana z byciem matkami i żonami, z pielęgnowaniem rodziny, a przez to i społeczeństwa.[...] Przecież jeśli spojrzy się na to z naukowego punktu widzenia, biologicznym celem bycia kobiety jest rodzenie dzieci. Brak dzieci równa się brakowi kobiecości. A bez niej, skąd wzięłyby się feministki tak uwielbiane przez córkę?




23:11, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 grudnia 2006


Podsumowanie :)

Podsumowanie roku 2006

Najlepsze w 2006:

FICTION
1) Herta Müller.
2) Tatiana Tołstoj. Kyś.
3) Kolacja cyprysu i ognia. Współczesne opowiadania irańskie.
4) Majgull Axelsson. Daleko od Niflheimu.
5) Anita Nair. Przedział dla pań.
6) Margaret Atwood. Opowieść podręcznej.

NON-FICTION
1) Paweł Smoleński. Izrael już nie frunie.
2) Azar Nafisi. Czytając Lolitę w Teheranie.
3) Asne Seierstad. With their backs to the world.
4) Slavenka Drakulić. Oni nie skrzywdziliby nawet muchy.

FILMY
1) Madeinusa. R. Claudia Llosa (peruw.)
2) Klopotliwy czlowiek. R.Jens Lien (norw.)
3) Nadzy (Nackt) .R. Doris Dörrie (niem.)
4) Alma Mater . R. Alvaro Buela (urug.)
5) Oasis. R. Lee Chang-Dong (koreań.)
6) Palindromy. R.: Todd Solondz (usa)
7) Trzy pokoje melancholii. R.: Pirjo Honkasalo (fiń.)
8) Bitwa w niebie (Batalla en el cielo). R. Carlos Reygadas (meks.)
9) Bezpanskie psy. R. Marzieh Meshkini (irań.)
10) Jazda bez trzymanki .R. Sekiguchi Gen (jap.)

Może jeszcze podlinkuję, ale to potem, bo makijaż w lesie :)
Szampańskiego...!




18:07, apparecchio_acustico , Molowo-Ksiazkowo
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8